Black and White

Nowy Jork to kompletny tygiel. Ma swoje zasady i reguły. Jedna jest szczególnie odczuwalna. Już po kilku dniach spadają nam z oczu klapki politycznej poprawności. Umówmy się, Nowy Jork jest miastem białych i dla białych. Nie ma tu tego, czym karmią nas czasem w filmach i serialach - biali swoje, a czarni swoje. Nikt się tutaj z nikim szczególnie nie brata. Są miejsca tylko dla białych i tylko dla czarnych. Podział wypływa od obu stron, nikt się przeciwko temu nie buntuje, a każda ze stron okopała się na swoich pozycjach.
Może i Ameryka jest kolorowa i zróżnicowana, tak jak na jednym z najlepszym amerykańskich obrazów Jaspera Johnsa


ale paradoksalnie Amryka mimo że kolorowa jest monochromatyczna.